Po co mi cel? cd. Żyletki




Czy to prawda, że co nas nie zabije to nas wzmocni? Tak, ale jeśli nas nie zabije.

Po bardzo intensywnych 5 dniach, kiedy w poniedziałek wróciłem do domu, czułem, że nadchodzi coś trudnego, czułem się wypalony i tak jak bym wrócił na krawędź przepaści, przy której stałem tydzień temu, kiedy pisałem „Żyletki. Czy kłamstwo może cię zabić”. Jeden kryzys to już bywało w moim życiu, ale zaraz drugi, tak duży i to tak szybko…

Kaszel osiągnął granice możliwości, katar i ogólne rozbicie było duże, zazwyczaj taki sygnał od organizmu ogarniam w 2 dni, a tym razem, mało, że ciągnie się to 2 tydzień, to jeszcze towarzyszy temu depresja i jakiś taki bezsens… Nie wiem jak to jest u was, czy wam się zdążają takie momenty?

Tylko wariat robiąc ciągle to samo, oczekuje, że coś się zmieni… podobno to Einsteina. Idąc za tą myślą, pomyślałem sobie, że głodówka będzie idealnym wspomagaczem kolejnego trudnego procesu. I tak nie chciało mi się bardzo jeść…

W Piątek 14.10.16 skończyłem w czwartym dniu 3 dniową głodówkę, podczas której jedyne co robiłem to piłem wodę. Rozpocząłem głodówkę, bez przygotowania i informacji. Drugiego dnia zacząłem czytać o głodówce najpierw był: http://www.taraka.pl/ potem znalazłem książkę Małachowa o głodówce i urynoterapii, następnie wylądowałem na Youtubie u www.youtube.com/channel/UCKLM3eFAnkcYhqO3UmSeh_g www.drogazdrowia.com to było powodem jej przerwania. Będzie ona bardziej korzystna dla mnie kiedy się do niej przygotuję dokładnie i ustalę jej cel, a nie bo mam taką zachciankę. Natomiast na pewno proces zdrowienia przyspieszył wielokrotnie i dziś czuję się można powiedzieć dobrze.

Chciałbym was jednak zaprosić do świata, gdzie takie kryzysy ogarnia się dość szybko i opisać to co mi pomaga w stawaniu na nogi. Miałem już pytania, jak to jest Wadim, że masz tyle energii, ciągle coś robisz, gdzieś jesteś, rozwijasz się i to widać i co najważniejsze od 3 lat nie widać u ciebie zastoju i regresu, czasem wolniej, albo szybciej wspinasz się na drabinę zwaną życiem…

Przede wszystkim przechodzę kryzysy, jak widać. Jest ich coraz mniej, to prawda, trwają krótko, ale są bardzo intensywne. Oczywiście świadomość siebie jest bardzo ważna, narzędzia do pracy nad sobą, są bardzo ważne, osoby które cię otaczają są bardzo ważne.

Świadomość siebie. Przede wszystkim znam historię swojej rodziny. Natomiast nie chodzi mi o kroniki, ale o historię tego jak się wobec siebie zachowywali, tajemnice rodzinne, z czym się mierzyli kiedy byli młodzi, byli rodziną i ja się pojawiłem na świecie, aż do końca ich dni, lub jeśli by żyli obserwowałbym ich teraz. Po co? Jestem ich dzieckiem i jak gąbka „wgrało” się we mnie wszystko co przeżyłem z nimi, tego czego mnie nauczyli. Są tam dobre i złe wzorce. Czasem trudno je odróżnić, bo czy bycie ambitnym może być złe, albo bycie bardzo rodzinnym? Tak i nie. Jak umiesz na pamięć siebie definiowanie tego co mamy do zmiany, aby być bardziej szczęśliwym przychodzi łatwo.

Narzędzia do pracy nad sobą. Im ich znasz więcej tym lepiej, każdy będzie miał swoje ulubione, ale pamiętaj, jak skupisz się tylko na jednym w pewnym momencie możesz przestać się rozwijać. Warto szukać i próbować nowych narzędzi, nigdy nie wiesz, które w danym momencie może okazać się bardziej przydatne.

Osoby które cię otaczają. To chyba jest kluczowe. Gdyby nie moja żona, to wszystko co robię zajęłoby mi 10 razy więcej czasu. Gdyby nie moi wspaniali przyjaciele, którzy są gotowi służyć pomocą w każdej chwili, to też kolejne 10 razy wolniej. Środowisko i Środowiska w których byłem i jestem. To one mnie napędzały i napędzają do wzrostu. Kiedy otaczasz się „lepszymi” od ciebie to uczysz się od nich. To pozwala ci szybciej zdobywać ich kompetencje i używać ich wtedy kiedy ty potrzebujesz. Natomiast wzrost nie jest możliwy i to mówię z pełną odpowiedzialności, jeśli nie masz ściśle wyznaczonego celu. Co to właściwie znaczy? Mamy wolną wolę, co oznacza, że możemy robić co chcemy, kiedy chcemy i z kim chcemy. Możemy być lekarzem i leczyć ludzi, być żołnierzem i bronić kraju, bezdomnym i być wolnym absolutnie. Natomiast jako lekarz mogliśmy przeprowadzać eksperymenty na ludziach, jako żołnierz zabijać niewinnych, jako bezdomny kraść. Ta druga strona medalu może się objawić z bezsilności, albo nadmiernych ambicji.

Wracając do celu. Jeśli go nie określiłeś, to określił go dla ciebie, partner, system rządzący, otoczenie. Jeśli go określiłeś i jest on „ogromny” to może cię przerosnąć, jeśli „mały” nie będziesz mieć motywacji aby go realizować.

Co to jest „ogromny” i „mały” cel? Każdy go określi sam. Dla jednego „ogromnym” celem będzie schudnąć 50 kg, dla innego to nawet nie będzie cel, bo przemianę materii miał zawsze super. Dla jednego zarobienie 1.000.000 złotych będzie „ogromnym” celem, dla osoby która wychowała się w rodzinie milionerów, to nawet nie będzie cel, bo dla niej wyzwaniem będzie 1 miliard, a milion to on zarabia w weekend, jak mu się chce. Dla jednego założenie rodziny będzie „ogromnym” celem, bo nie umie utrzymać związku dłużej niż 3 miesiące, bo ciągle z tymi partnerami jest coś nie tak, bo nie może zajść w ciążę, a dla innych jest to po prostu „przy okazji”.

A załóżmy, że ogólnie jest nam dobrze, ale pragniemy czegoś więcej. Jak stworzyć sobie wtedy cel? Przede wszystkim ma on być w obszarze naszej pasji, dla jednych to oczywistość, dla innych coś trudnego. Jeśli nie odkryliśmy swojej pasji, to jest to krok nr. 1. Jeśli masz pasję, to twój cel ma cię ONIEŚMIELAĆ.

Jak tworzymy cel lub odnajdujemy pasję? MUSIMY tego chcieć jak niczego innego na świecie, warto się tego nauczyć. Dlaczego? Bo nie będzie łatwo. Czasem potrzeba 1 próby, czasem 50, a czasem 1000 i więcej. Thomas Edison potrzebował 10.003 próby aby wynaleźć żarówkę i 10 lat życia. Zapytany przy 8.000 próbie, że może to oznacza, że nie można stworzyć żarówki odpowiedział: Znam 8.000 sposobów jak się NIE robi żarówki i 8.000 prób jestem bliżej rozwiązania. Pomyślcie, gdyby odpuścił w 10.002 próbie, to może nie było by światła i komputera itp…

Na wszystko jest rozwiązanie, tylko trzeba wytrwale szukać. Frazes? Może i tak. A jak robić to skutecznie? Poznaj siebie, poznaj narzędzia i wiedzę z zakresu tego czego pragniesz, otaczaj się wysokiej jakości sprzyjającym tobie środowiskiem. Jak te 3 rzeczy masz na wysokim poziomie to cel „sam” się prawie osiąga. Jesteś skazany na sukces. Ale jeśli czegoś zabraknie z tych 3 elementów, to uprzedzam, będzie to droga przez mękę.

Znam osoby, które zapomniały jak ważne jest środowisko i stały się samotnymi realizatorami swojej drogi, samemu dojdziesz tam gdzie jesteś sam w stanie dotrzeć i już. Obrażanie się, że jakieś środowisko się skończyło, lub już cię nie rozumie to wymówka. Znajdź takie które cały czas będzie cię motywować i będzie cię wspierać.

Znam osoby, które nie rozwijają się i nie szukają nowych narzędzi. One w pewnym momencie osiągają swoje maximum, a potem żyją swoją legendą. A ja kiedyś wszedłem na Everest, a dzisiaj, rząd o mnie nie zadbał, rodzina ma mnie gdzieś, należy mi się.

Znam osoby, które nie szukają informacji o sobie, nie kopią w sobie głębiej i powtarzają te same błędy, rozbijają się o te same mury. To jest mój piąty biznes, 5 związek, 5 dieta, zacząłem robić obrót 50.000 i znów zbankrutowałem, znów minęło 9 miesięcy i związek się rozpadł, i znów schudłem 20 kg i ponownie wróciłem do poprzedniej wagi. Dlaczego mnie to ciągle spotyka?

Nie wiem jak wy ale ja lubię się czuć bezpieczny i nie musieć przechodzić tych trudności, wolę o to zadbać. A wtedy każdy kryzys, żyletki, przepaść będzie do przejścia, obejścia lub rozwiązania. To brak wystarczającej wiedzy nie pozwala nam czegoś zrobić.

Pomyślałem sobie, że fajnie jest wrócić do pisania bloga, ale jeszcze ciekawsze jest odpowiadanie na wasze pytania. Jeśli ma ktoś odwagę przyjrzeć się swojemu życiu to zapraszam do zadawania pytań.

Kiedy jest mi źle, zawsze pojawia się ktoś, kto potrzebuje mojej pomocy, oczywiście jego wyzwanie, problem , jest w obszarze takich, które jestem w stanie rozwiązać. Można powiedzieć, że jest to mechanizm który powstał samoistnie z powodu mojej profesji, ale myślę, że nie jestem w tym odosobniony.

I tak z kryzysu i stania nad przepaścią przeszliśmy na piękną polanę pełną możliwości, owoców i wszelkich dóbr. To jest jeden z moich sposobów, piszę i koniec mojego felietonu sam mnie zaskakuje.

Znam ćwiczenie, żeby codziennie pisać przez 30 minut, wszystko co nam przychodzi do głowy, nasze super chwile, okropne, o emocjach, zdarzenia. Aż pewnego dnia nie ma co napisać, kiedy wszystkie „śmieci” wyrzucimy następuje indywidualne doznanie czegoś niezwykłego o samym sobie. Mnie się przydarza to za każdym razem kiedy piszę felietony. Może ugrade tego ćwiczenia, pisz felietony, bloga, aż to co napiszesz ocenisz jako coś, co ktoś chciałby przeczytać i da mu to wartość.

Kiedy masz jasno określony cel, który cię onieśmiela? Wtedy kiedy jest on możliwy do osiągnięcia, ale albo nikt tego nie osiągnął, albo dla ciebie jest to w sumie nie możliwe do zrobienia np. Światowy mówca publiczny, który zgromadzi 250.000 osób na swoim wystąpieniu i wszystkie one za nie zapłacą, osiągnę to w 2023. To jest mój cel, kiedy tak go dokładnie określisz twoja podświadomość zacznie do niego dążyć najlepszą i najkrótszą drogą, ale tylko taką na jaką cię stać, jaką wytrzymasz. Ja pomieszałem fakty, był 1 człowiek który zgromadził 250.000 ludzi na swoim wystąpieniu, ale nikt mu za to nie zapłacił. Poznaj siebie, narzędzia i środowisko, które cię do twojego celu przybliży. Pamiętaj, że aby zrealizować swoje marzenia, potrzebujesz narzędzi, które stosują ci, którzy osiągnęli cel o mierze twojego. Aby wejść na Kasprowy potrzeby jest ci inny sprzęt, towarzystwo i środowisko, a inny jak wchodzisz na Everest. Wchodząc na Everest mając świadomość siebie, narzędzia i środowisko, które jest na poziomie wchodzenia na Kasprowy, to najprawdopodobniej „zginiesz”. W moim celu kierowałem się zasadą: Celując w gwiazdę, jeśli wyląduję na księżycu to i tak będzie to dobry wynik :-). Jak celujesz w sąsiedni dom to możesz nawet nie trawić w ogrodzenie...

Dziś normą jest to, że dbasz o zdrowie, biegając, ćwicząc, suplementując się. 50 lat temu, prawie nikt tym się nie zajmował. Dziś normą jest posiadanie superkomputera w telefonie, 50 lat temu to było nie możliwe. Czy dziś dbasz o zdrowie i wykorzystujesz telefon do czegoś więcej niż dzwonienie? Jeśli nie to może właśnie się cofasz i podążasz ku przepaści nawet tego nie wiedząc. A jeśli nie idziesz z duchem czasu, nie masz aktualnego „sytemu” w obszarze na którym ci zależy to „zginiesz”.

Tak 80% firm zamyka się w przeciągu 3 lat, tak dzisiaj ponad 50% małżeństw rozpada się przed 5 rokiem małżeństwa, a 50% z tych które ze sobą jeden z partnerów myśli jak się rozstać. O fali otyłości nawet nie wspomnę…

Oczywiście, że są biznesy i małżeństwa, które nie stosują żadnych strategii żywieniowych i nie mają nawet maila, ale mam pytanie, czy stać cię na takie ryzyko? Kiedyś się śmiano z zegarków Casio, że niby kto będzie coś takiego kupował, plastikowy badziew... Dziś nie ma zegarmistrzów na ulicach...

I nie ma ich od jakiegoś czasu... Dzisiaj to się zmienia dożo szybciej. Zadaj sobie pytanie, czy stać cię na ryzyko bankructwa?

Powodzenia podróżnicy, poszukiwacze szczęścia, realizatorzy marzeń. Trzymam kciuki i zapraszam do kontaktu :-)

Żyletki - Jak kłamstwo może cię zabić.



To co głównie komunikuje to radość, rodzina, szczęście, uśmiechy. Na FB zobaczycie zdjęcia z fenomenalnych szkoleń, spotkań, z autorytetami, przyjaciółmi. Na stronie internetowej testymonial, wywiad, gdzie z zaangażowaniem opowiadam o tym co robię, co jest ważne w życiu człowieka, jaka jest moja recepta na osobiste szczęście. 


Czasami słyszę, że to taka medialna ściema, że jest to wszystko udawane, że to na pokaz... Macie rację, ale też jej nie macie :-)


Czy ludzie lubią kłamać? Myślę, że nie. Jako "zawodowy" kiedyś kłamca, jako nastolatek DUŻO kłamałem rodzicom, kolegom. Jako dorosły, kłamałem mniej, bo nie musiałem, ale za to waga kłamstw stała się większa. Kłamać jest łatwiej niż mówić prawdę. To takie proste. To jak nastolatkowi lub dorosłemu wytłumaczyć, że warto iść trudniejszą drogą, że warto robić to co trudne, niż to co łatwe?


Kiedy zdradziłem moją ukochaną dziewczynę, też skłamałem i było łatwo. Przyszło mi to bez problemu. Kiedy okradałem ojca pracując u niego, szło mi to łatwo, okradłem matkę wyciągając jej z portfela kilka złotych, szło mi łatwo. Tłumaczyłem sobie, mama nie zauważy, 5 złoty, będę mieć na 2 piwa z kolegami. Kiedy pracowałem u ojca, on robił pewien szfindel, który ja też robiłem dla niego, nie "odpalał" mi doli, to sam sobie ja odpalałem. Tłumaczyłem sobie; biorę mało, nie widzieli, a może nie chcieli widzieć. Potem zdradziłem ukochaną dziewczynę, wytłumaczyłem to sobie, że to dało wartość tej drugiej dziewczynie, bo chłopak ją rzucił i szukała pocieszenia, bo podał powód, że jest brzydka i głupia i mu uwierzyła. Łatwo sobie to wykombinowałem, przystojniak (ja) inteligentny (studiowałem mat/chem/fiz na uniwerku) to idealny pocieszyciel i argument, że tamten był "idiotą"...


Tak bardzo szukamy dziury w całym, bo ciągle kłamiemy. A to oznacza, że inni kłamią. Od kiedy postanowiłem być szczery na 100% minął jakiś rok i przestałem doszukiwać się kłamstw :-) Nikt nie kłamie, jaki cudowny świat :-). Ale nie dlatego, że jestem naiwny, o co to to nie. Jestem mistrzem kłamania i umiem rozpoznać kłamstwo na kilometr. I kiedy dzisiaj widzę siebie jako uosobienie prawdy myślę sobie, ze wszyscy mnie tak postrzegają ;-) ale to jest naiwne. Jako mistrz kłamstwa zauważyłem, że koniec końców ono się nie opłaca, wypróbowałem prawdę i ona tez się nie opłaca. Pół na pół to się też nie opłaca.


Możesz sobie teraz myśleć, co on pisze... Tak prawda się nie opłaca, jeśli nie umiesz kłamać i nie wiesz jak rozpoznać kłamstwo. Kłamstwo się nie opłaca, jeśli nie umiesz rozpoznać prawdy i nie umiesz być prawdziwy. Unikałem jak ognia NLP, bo tam słyszałem, że uczą "kłamać" czyli manipulować. A tak na prawdę, nie chciałem się dowiedzieć, że jestem świetny w NLP, bez szkoleń z NLP, bo bym musiał przyznać, że jestem świetnym kłamcą... Dla tych co nienawidzą manipulacji, bardzo możliwe, że świetnie się okłamujecie i nawet o tym nie wiecie.


4 dni temu po pięknym motywacyjnym wydarzeniu "Życie bez ograniczeń 2" miałem kryzys. W poniedziałek obudziłem się chory, z temperaturą, ale nie to było problemem, chciałem się pociąć żyletkami i umrzeć. Tak, nie dramatyzuję, nie chciało mi się żyć. Ewent nie natchnął inspiracją? Natchnął. To może tak jak z wypiciem litrowej butelki wódki na raz, system nie wytrzymał, albo przeciążenie i kac gigant się pojawił? Gorzej :-) Pojawiła się taka refleksja, że zawsze będzie trudno, żyjąc w prawdzie, zawsze będzie trudno. Mam dość.


Ale zanim to, pojawia się racjonalizowanie; dlaczego chcesz umrzeć? Młody jesteś? Tak 35 lat. Zdrowy? Tak, Maratończyk z przed 5 miesięcy. Ktoś z bliskich ciężko chory? Nie. Samotny? Nie. Cudowna kochająca żona, zdrowa kochająca córka. Praca beznadziejna? Nie. Robię to co uwielbiam i kiedy ja chcę. Zarobki słabe? Nie. Myślę nad kupnem domu, nowego samochodu, chce zatrudnić nowa osobę. Brakuje ci odpoczynku? Nie. Działka na zalewem, grzybobrania, spacery, hobby, książki fantastyka, przeczytałem z 10 w tym roku. Duchowość? Nie. Modlę się, z panem bogiem jesteśmy super dogadani, poza tym to moja praca, którą też kocham. No to o co ci chodzi baranie?!?! Jakie samobójstwo?????


No i leżę w tym łóżku i zadaję sobie to pytanie. O co chodzi? Dlaczego ludzie kiedy wydaje się, że wszystko jest "idealnie" popełniają samobójstwa, giną w niewyjaśnionych okolicznościach? Jak "wszystko" jest ok i ktoś umiera np. potrącony na pasach, gdzie nie ma prawa się to wydarzyć, to ja bym się zastanowił, czy to nie było chociaż po części świadome samobójstwo. Do meritum, zawsze łatwiej mi się pracuje najpierw badając innych, a dopiero potem skracam dystans do samego siebie, teraz zazwyczaj bardzo szybko.


Nie jesteśmy w stanie znieść pewnego rodzaju odpowiedzialności, ciężar stał się za duży. Kiedy kłamiemy, nie bierzemy odpowiedzialności. Lawirujemy, kombinujemy, chodzimy wokół ciężaru nigdy go nie podnosząc, nigdy go nie niosąc na barkach. Kiedy natomiast nie kłamiemy no to zaczynamy "nieść" związaną z tym odpowiedzialność. Dlatego u lekarzy jest największy wskaźnik samobójstw, narkomanii, alkoholizmu i najkrótsza długość życia wśród zawodów: 56 lat. Następnie u żołnierzy syndromy stresu pourazowego i samobójstwa, oczywiście u tych, którzy byli na froncie, nie tych co całe życie stali na warcie i nigdy nie strzelali nawet do prawdziwego królika. Lekarze są cały czas na "froncie"



Zabicie człowieka to jedno z największych obciążeń jakie można na siebie wziąć. To trochę jak zaprzeczeniu własnemu życiu, bez względu, na to czy w obronie własnej, kraju, idei. Czy ja jestem lekarzem? Nie Czy jestem żołnierzem? Nie. Jeszcze odpowiedzialność za dziecko. Kiedy umiera dziecko w związku, w 95% związek się rozpada i ta osoba, która czuje się odpowiedzialna za tą tragedię, czy fizycznie, czy psychicznie, kończy zazwyczaj źle. Psychopatów, którzy uwielbiają zabijać nie biorę w tym momencie pod rozwagę, bo są to wyjątki od reguły.


To o co chodzi? Szkolę ludzi? Tak, moja żona szkoli ludzi? Tak. Nazywam się czasem żartobliwie "lekarzem dusz"? Tak. Czy propaguję nowe idee? Tak. Czy łamię dotychczasowe stereotypy? Tak. Łamię je w obszarze zdrowia, psychologii, biznesu, pieniędzy, religii? Tak. Nazywam się żartobliwie "wojownikiem światła"? Tak. Czym mam dziecko? Tak. Czy tym co robię mogę realnie zagrozić jej zdrowiu, jej szczęściu, jej życiu? Tak.


No to mam przerąbane ;-) Połączenie "żołnierza na froncie" z "lekarzem na froncie" z rodzicem z dzieckiem "na froncie". Odpowiedzialność? Tak. No i jeszcze wszystko w zgodzie z prawdą, czyli trudno ma być. A do tego chcę budować zespół i brać odpowiedzialność i za nich i tych ludzi zabrać na wszystkie "fronty" i powiedzieć im ale będzie UBAW :-) :-) :-) A na tym "froncie" kiedyś oni sięgną swojej granicy wytrzymałości i siły w dźwiganiu odpowiedzialności i albo uciekną, albo stwierdzą, że nie warto żyć. I ja mam się z tym mierzyć? Tak. To jest bardzo bolesne? Tak. To PO JAKĄ JASNĄ CHOLERĘ TO ROBIĆ???


Z powodu; satysfakcji, szczęścia, miłości, zachwytu, wzruszenia, wspomnień, wolności, bezpieczeństwa, dumy, radości, ekstazy, dobra, prawdy, wzrostu, odkrywania, refleksji, materii, dobroczynności.


18 powodów. Nie ma porównania kiedy pomagasz zdrowemu koledze się podnieść kiedy się przewróci, a co innego jest, uratować komuś życie kiedy się topi, a co innego jest obserwować jak z twoją pomocą 100 osób jest 2 razy szczęśliwsza w swoim życiu. Kiedy przychodzi taka osoba i mówi. Dzięki tamtej rozmowie, sesji, procesowi który zrobiliśmy, moje życie odmieniło się całkowicie. Kiedy wraca taka osoba i mówi: poznaj moją/mojego partnera, gdyby nie ty nigdy nie miał bym szansy tej osoby spotkać w moim życiu, dziękuję. Obserwuję cię i dajesz mi prawie codziennie motywację, do tego że warto się starać i robić trudne rzeczy, aby być szczęśliwym, mieć wspaniała rodzinę i aby czuć się lekko na duszy :-)


Ale żeby to słyszeć, trzeba być DOBRYM w tym co się robi. Być SKUTECZNYM w tym co się robi. Bardzo mi przykro z powodu lekarzy. Konkluzja jest taka, że musicie to BARDZO rzadko słyszeć. A skoro tak, to wasza skuteczność też nie jest zbyt dobra. Bo gdyby było wszystko w porządku, to nie przodowalibyście w najgorszych statystykach. Żołnierze bardzo mi przykro, że nie wiecie jakie NAPRAWDĘ poświęcenie was czeka na froncie.


Przez 2 dni nie znajdowałem rozwiązania mojego samobójczego stanu, stwierdziłem, że przecież Boskie ścieżki są nie zbadane, może chce abym to zrobił dla dobra innych. Że beze mnie będzie im lepiej. Na początku będzie trudno, ale potem będzie łatwo... Skoro nie czuję potrzeby żyć... Poprosiłem raz o pomoc, drugi i trzeci, nie nadeszła wystarczająca, zrobiłem co w swojej mocy i już. Ale myślę sobie, a jeszcze nie jest tak strasznie, może jeszcze poboleć, a beznadzieja, jeszcze mnie nie dobiła... Drugiego dnia w nocy moja żona popracowała ze mną, po raz kolejny. I zaczęło puszczać... Nasunęła mi się tu analogia z historią Jezusa... Nadal nie jestem pewien, czy on naprawdę umarł na krzyżu, a może na prawdę zmartwychwstał? Bo może doszedł do podobnego wniosku... :-) Może kiedyś się dowiemy co w micie o Jezusie jest prawdą a co nie. Jeszcze historia śmierci Sokratesa. Wybrał śmierć, bo już mu się nie chciało dalej "walczyć".


Co mi takiego powiedziała? Że mam pogruchotanego nastolatka w sobie, co oznacza, że bardzo słabe dostałem wzorce w początkowej fazie budowania swojej niezależności. Ja se myślę, co ona gada. Robiłem co chciałem z kim chciałem i gdzie chciałem, właśnie jako nastolatek!!! Ale zaraz przyszło... Tak ale żeby tak było musiałem być mistrzem kłamstwa. Moja nauka niezależności to była nauka kłamania. I teraz kiedy chcę stać się niezależny i osiągnąć swój osobisty sukces, "coś" mnie powstrzymuje. Co? Rodzice mi powtarzali: "bez nas nie dasz sobie rady", "pieniądze się ciebie nie trzymają" "nie umiesz być odpowiedzialny" "ciągle musimy ci pomagać" "Aż boje się pomyśleć co byś bez nas zrobił" "to jest mój dom i masz postępować tak jak ci mówię i już" "masz iść na te studia, które ci radzę, bo nie dostaniesz naszego wsparcia" "bez rodziny sobie nie poradzisz" "rób co chcesz, ale za kilka dni i tak wrócisz" itd. itp.


Jeśli tak wychowujecie swoje dziecko, no to będzie mieć przekichane jak was zabraknie. Moi rodzice nie żyją i czy miałem przekichane? Miałem... Kilkaset tysięcy spadku "zniknęło" w 2 lata. Teraz chcę zbudować duży zespół, który będzie ode mnie w dużym stopniu zależny. Jak myślisz, czy to jak o mnie "dbali" rodzice w okresie kiedy uczyłem się niezależności, może teraz to utrudniać. Kłamanie, uzależnianie od innych. Tak udało mi się zbudować rodzinę, rodzinny biznes, moim rodzicom też. Ale nie udało im się zbudować zdrowego zespołu, zdrowych relacji między sobą i nami (mam brata).


Dziękuję kochani moi rodzice, za tą lekcję, dzięki wam i temu, że to dostrzegam, mam anty-przepis na budowanie niezależności z innymi i u innych. Mam przepis jak budować super związek partnerski, czyli wiem czego unikać i co działa. Teraz wyzwanie to zrobić to z innymi 50 osobami na początek :-) Potem 500 osobami...


To były trudne 4 dni, w moim życiu, zdrowiu, relacji partnerskiej, biznesowej. To był cholernie trudny "front" do pokonania. I to jest właśnie niesamowite. Przez dwa dni dosłownie umierałem, chciałem stać się niebytem, od którego nikt nic nie chce. A teraz nie mogę się doczekać czekającej mnie podróży, wyzwań i radości. Czy żeby być szczęśliwym, trzeba tak nisko schodzić? Tak boleśnie doświadczać? Wniosek nasuwa się po tym felietonie sam. Nadal czuję ekscytacje pomieszana z przerażeniem. To tak jak by ktoś mi powiedział: Widzisz tą przepaść? Tak. Skaczemy w nią, a jak wylądujemy na dnie, będziesz umiał latać. Co?!?! Nikt tego nie potrafi. Ja skoczę pierwszy i czekam na dole, co ty zrobisz zależy od ciebie. Mimo że ufam sobie, temu "głosowi", wiem że mówi prawdę, bo jestem mistrzem kłamania i wiem kiedy mówi prawdę i MÓWI prawdę, ale tak trudno w "to" a inaczej sobie uwierzyć.


Jeden mierzy się z tym aby powiedzieć jakiejś dziewczynie, ze ją kocha. To była moja tragedia przez 7 lat. Byłem zakochany w jednej dziewczynie i ona o tym nie usłyszała ode mnie. Mogłem to zrobić w każdym momencie... 7 lat w kłamstwie samemu ze sobą. Bo gdybym zapytał ją, to ile razy mógłbym się zakochać w ciągu 7 lat, ile mógłbym się nauczyć o miłości. Przez ponad 20 lat ukrywałem to, że chciałem być nauczycielem matematyki... wstydziłem się i kłamałem, że chcę być, sportowcem, policjantem... Chciałem obracać się wśród artystów, sportowców, polityków, ale zawsze się wstydziłem do tego przyznać i udawałem, ze praca w magazynie lub jako kelner mi wystarcza.


Dziś mówię tym których kocham, ze ich kocham, kiedy tylko mam na to ochotę, bez zastanowienia (wiecie jakie to przyjemne). Dziś jestem nauczycielem matematyki (duchowej, psychonumerologii). Dziś moją koleżanką jest bardzo fajna celebrytka :-) a przynajmniej mam powód i pretekst aby ubierać się jak celebryta. Osiągnęliśmy przez nas rozumiany sukces wraz z moją żoną. To co robi i jak to robi pracując z ludźmi stało się naszym jedynym źródłem utrzymania. I jak się powiedziało A to idziemy do B, teraz kolej na mnie i mój osobisty i NIEZALEŻNY sukces. Do tej pory one były, ale aby uczyć innych sprzedaży, samemu trzeba być świetnym sprzedawcą. Ja umiem fenomenalnie sprzedawać moją żonę na godziny za dobre pieniądze, ale teraz czas na prawdziwe wyzwanie dla nas. Ewa uczy się sprzedawać siebie sama, a ja idę się sprzedać ;-)


Tak jak wam pisałem, łatwiej jest pomóc komuś, a sobie trudno. to może jest truizm i każdy to wie. A skoro aby później było miło najpierw musi być trudno, to jedziemy z tym :-)


Wszystko będzie manipulacją dopóki nie sięgniecie do prawdy. Tak to sobie przemyślałem, aby sobie wytłumaczyć, że tego chce. Ale kto podejmie "niemożliwe" wyzwanie jeśli naprawdę nie kocha tego co robi? Albo kto nie podejmie wyzwania, które zaprowadzi go do nowej samoświadomości i pozwoli danej osobie wreszcie odnaleźć spokój i zrozumieć siebie.

Szukam szczęścia i spokoju oraz kocham siebie i zamierzam to po raz kolejny sobie okazać :-)

Tak podobno mają wariaci? :-) Szukają coraz bardziej wymyślnych sposobów na kochanie siebie i innych :-) Jeśli doprawimy to prawdą i szanowaniem innych, no to czeka mnie super przygoda. Czego wam życzę, tak jak wy sobie tego życzycie :-)

Niech jakość stanie się standardem, eventy, konferencje, spotkania.


Czy byliście kiedyś na konferencji, warsztatach, lub szkoleniu?

A czy zdarzyło wam się kiedyś być niezadowolonym ze standardów obsługi, miejsca, cateringu?

Szukacie przepisu na fenomenalny event, konferencje, warsztaty, spotkanie?

Jeśli odpowiedziałeś 3 razy tak, to ten felieton jest dla ciebie.

Czasem jesteśmy zapraszani, albo sami jedziemy na jakąś konferencję, lub inne tego typu spotkanie. Czasem brakuje nam informacji, jak tam dotrzeć, jaki będzie program, ale najgorsze jest wtedy kiedy na miejscu nasze standardy są niezgodne z zastanym stanem. Obsługa jest markotna, brakuje czegoś co miało być częścią całego spotkania, a po konferencji czujemy się tak zmęczeni tym co było nie tak, że nawet dobry prelegent nie jest w stanie uratować naszego samopoczucia. Czasem jest tak, że miejsce jest piękne i wszystko zadbane, a poziom merytoryczny nas mógł odrzucić…

Ale też są spotkania, szkolenia, konferencje, po których czuje się dobrze, a nawet świetnie, gdzie czujemy, że ludzie którzy to organizują są zadowoleni, a nam się udziela ta atmosfera. Gdzie mimo, że zakupiliśmy najtańszy bilet czujemy się jak byśmy byli uczestnikami VIP. Gdzie uśmiechamy się do samych siebie na wspomnienie, że uczestniczyliśmy w jakimś wydarzeniu. Żywo wspominamy dany event i nie możemy się doczekać kiedy ponownie doświadczymy czegoś takiego. Gdzie jakość wystąpień i obsługi, miejsca, cateringu prześcigały się nawzajem w zaskakiwaniu nas wysokim standardem.

Przez ostatnie 3 lata odwiedziłem, współtworzyłem lub tworzyłem około 200 tego rodzaju eventów. Od jednogodzinnych, 3 godzinnych, jednodniowych, 3 dniowych, aż do 10 dniowych. Byłem na nich odpowiedzialny za czystość, witanie gości, dbanie o gości VIP, prelegentów, za catering, zarządzanie zespołem od cateringu, sprzątania, obsługi gości, byłem kelnerem na takich eventach, występowałem jako zapowiadający, trener i prelegent. Znam tę branżę z każdej strony, nawet odpowiadałem kiedyś za dostarczanie produktów na catering i sam gotowałem dla kilkunastu osób równolegle nimi zarządzając. Były to imprezy od 2 do ponad 7000 osób…

Przejdźmy do przepisu na wybitną konferencję spotkanie, prezentację. Dlaczego wybitną? Bo jak będziecie dążyć do przeciętnej to wyjdzie wam słaba… Czyli pierwszy punkt:

1. Stwórz plan swojej imprezy w zgodzie do budżetu, ale zapisz go tak jak by miał to być wybitny event na te możliwości. Pisząc agendę napisz mniej, a na miejscu zaskocz ludzi niezapowiedzianymi dodatkami.

2. Czasy gdzie się wozi własny termos i kanapki się skończyły. Brak napojów dal uczestników to jest po prostu niedopuszczalne. Butelka wody 500 ml kosztuje w hurcie mniej niż 1 zł. To nie chodzi tylko o zadbanie o klienta, woda to 75-80% składu naszego ciała. Ci co są bardziej wnikliwi w naukę wiedzą, że kiedy podczas nauki pijemy dużo wody, nasze przyjmowanie wiedzy się zwiększa. Zalecaj picie wody i miej ją od początku spotkania aż do końca.

3. Uśmiech nic nie kosztuje. Twój personel MUSI być uśmiechnięty. To oni są energetycznym sercem twojej konferencji. Zadbaj o personel, zmotywuj go, daj im cel, podziel się wizją, opłać go dobrze, zapewnij posiłki, nocleg jeśli trzeba. Nie rozpieszczaj, ale dobrze zadbaj, a wtedy oni zadbają o ciebie. Jeśli jesteś zależny od Hotelu lub firmy zewnętrznej, to nie jest wymówka. Bo to oni spartolą twój event.

4. Podnoś standardy, dawaj więcej. Jeśli prowadzisz szkolenie daj ludziom notes i długopis, to dziś podstawa, część przyniesie swoje i nawet ich nie użyje, ale jak poczuje się ten który o tym nie pomyśli? Ale co ci szkodzi kupić kolorowe flamastry dla każdego, jak o wiele lepiej się zapamiętuje to co się pisze kiedy jest kilka kolorów! Wymyśl coś swojego, może to będzie „smyczka”, pendrive, koszulka, czapka, powerbank, zaskocz ich czymś.

5. Cena za spotkanie. Jeśli masz kilka rodzajów biletów i masz tak zwane VIP to zadbaj o nich. Dlaczego VIP kupuje bilet VIP? Bo chce się wyróżnić! Chce czegoś więcej! Dostarcz mu to. Sprawdź kim jest twój VIP. Zazwyczaj jest to od 1 do 10 osób. Przed eventem powinieneś wiedzieć o nich jak najwięcej, FB, Linkedin, strona internetowa, musisz zrobić wywiad, aby ich ugościć. To oni są twoją grupą docelową jeśli chodzi o sprzedaż i twój wizerunek. VIP jak nie będzie zadowolony może zrobić ci bardzo zły PR. 1 Niezadowolony VIP to jak 10 000 niezadowolonych uczestników, a 1 niezadowolony uczestnik to jak 1000 zadowolonych. Dbaj o ludzi, bo w Polsce Hejt jest po prostu naszą cechą, która płynie w naszych żyłach. No i cena, nigdy ale to nigdy nie podawaj jej NETTO! Nawet jak ją napiszesz to i tak, człowiek może czuć się oszukany. A jak inaczej brzmi: To jest cena brutto, jak ma pan firmę to oszczędza 23% J Ma to sens?

6. Catering. Ciasteczka i kawa… To jest standard XX wieku. Zajmujesz się rozwojem osobistym i ładujesz w ludzi ciasteczka i kawę z mlekiem??? Nikt nic nie powie, że on dzisiaj nie pije mleka krowiego, że pije tylko kawę zbożową i mleko ryżowe, że herbatę tylko zieloną, że cukru rafinowanego nie dotyka, pszenica jest passe, NIE powie. A to ten „wybredny” wegetarianin, weganin, antylaktazor, antypszeniczniak jest twoim głównym klientem w rozwoju osobistym!!! Ile on wkłada wysiłku w samą swoją dietę! A teraz idzie na obiecaną przerwę kawową i NIC nie może zjeść i ciepłego się napić bo jest tylko kawa i czarna herbata. Czy jak podasz zamiast ciastek pokrojone banany, jabłka, marchewki, rzodkiewki, ogórki, rodzynki słonecznik to myślisz, że ludzie nie zjedzą? Zjedzą! Daj im ciastka, ale zadbaj o tych, którzy są wybredni, bo to oni chcą być skuteczni i przyszli po twoją wiedzę i chcą za nią zapłacić. I błagam UZUPEŁNIAJ „towar”, bo jak się czujesz jak przychodzisz po 10 minutach a tam nic nie ma? Słabe co?

7. Jeśli oferujesz obiad to zadbaj o wegetarian. Same dania z rybą to nie wegetarianizm. Ponownie on nie powie, że nie je tego czy tamtego, bo głupio mu przy grupie, prędzej nie przyjdzie na obiad i będzie głodny, albo wściekły. NIC nie powie, ale potem obsmaruje. Tacy prozdrowotni, a na obiad dawali samo mięcho. Zapłaciłem/am xxxx pieniędzy i nawet nie mieli bezmięsnego obiadu… To nadal są twoi klienci i będą się czuć z tym źle. A co by było gdybyś o nich zadbał kiedy dzisiaj NIKT o nich nie dba. Cała społeczność wegetarian, sumiennych i wytrwałych, skutecznych ludzi była by twoja, czy nie takich klientów pożądasz najbardziej? Dobra koniec tego wychwalania wegetarianizmu i jego pochodnych, ale rozumiesz potencjał?

8. Szczegóły. Dbaj o szczegóły. Człowiek nie potyka się o góry, tylko o kretowiska. Wchodzi dana osoba na event, osoba witająca uczestników go pominęła bo było dużo osób. Kretowisko nr. 1. Przy rejestracji pan był oschły, bo tak wyszło. Kretowisko nr. 2. Miały być materiały, ale wszedł jako jeden z ostatnich i zabrakło. Kretowisko nr. 3 razy 3… Odbudowanie tego co zostało popsute będzie wymagać duuużo pracy. Stać cię na takie potknięcia? Nie daj boże czarna seria działa dalej. Brakuje miejsca w jego sektorze, przerwa kawowa działa dopiero na przerwie i nie ma się gdzie napić, na przerwie chce coś przekąsić, ale tak długo wszyscy wychodzili, że jak dotarł na przerwę to już wszystko zostało zjedzone, chce się napić zwykłej wody, ale ona też się skończyła, więc pije gorącą, bo w warniku jeszcze coś zostało, czeka aby ostygła, ale zaraz zaczyna się dalsza część z kubkiem nie wolno wejść na salę… Na końcu prelegent chwali się z jakimi to osobami nie pracuje, firmami, jaką to jakość dostarcza na rynek, a ten człowiek siedzi i myśli sobie… Co on Pier…li?

Dlaczego konferencje, szkolenia, spotkania biznesowe nie działają? Bo wywaliłeś się na kretowiskach. Ktoś powie skala zrobi swoje. Tak zrobi, ale o ile wolniej…

Ale aby tak smutno nie było, są eventy które zachwycają i nie możesz się doczekać kolejnych. Jak nie możesz na niego pojechać, to czujesz, że coś tracisz. Bo wiesz, że tam o ciebie zadbają, że poczujesz się jak w „domu”. Że ponownie cię czymś zaskoczą pozytywnym, że obsługa będzie po twojej stronie i będzie szukać rozwiązań na twoją korzyść. Nikt się nie będzie wykręcać mówiąc: Tego nie da się zrobić. A propos, to największa wymówka ever. Będziesz urzeczony i bardzo będziesz chciał przynależeć do takiej społeczności, projektu, biznesu. Czegoś co pokazuje wartości i to po co przyszedłeś, ale też jest wzorem tego stosowania w praktyce. Piękne opakowania bez dobrej zawartości nie działają wcale tak dobrze. Piękna zawartość i słabe opakowanie, nie budzi zaufani tych, których na to stać, to też nie jest aż tak dobrze. Równowaga, opakowanie adekwatne do zawartości. Jak sprzedajesz szwajcarski zegarek to nie dasz reklamówki z Tesco. Jak sprzedajesz szczoteczkę do zębów nie dasz personalizowanego pudełka za 100 zł.

Ludzie widzą wszystko. I zazwyczaj nic ci nie powiedzą, bo od dziesięcioleci godzimy się na badziew! Na fuszerkę, na niską jakość, na zaniżone standardy, na bylejakość, bo to potwierdza nasz obraz świata. Wiedziałem, że tak będzie, nie da się tego zmienić, raz mówiłem i nic się nie zmieniło, lepszy rydz niż nic.

Ja się nie godzę, mam dość. Żądam zwrotu pieniędzy, żądam drugiej sztuki w gratisie, wymagam poprawy, zwracam uwagę, aż do skutku! Uważajcie, bo jak mnie gdzieś zaprosicie będę bezwzględny jeśli coś co jest w standardzie zabraknie. Ale jak będzie to jedno kretowisko to z uśmiechem pochwalę cały projekt i wskażę co można poprawić aby było jeszcze piękniej. Zadowolony i zachwycony będę rekomendował was i wasz event, produkt, usługę.

Są Eventy które sprawiły, że kretowisk było tylko kilka, przy ogromie cudownych niespodzianek i profesjonalizmu, ginęły one w tle. MMI (milioner mind intensive) oraz Wstań i Mów Andy Harington. W Polsce organizował to Łukasz Milewski. Czy można się dziwić czemu MMI jest jednym najlepiej sprzedających się eventów rozwoju osobistego? A Andy Harington za jednego z najlepszych sprzedawców ze sceny? Tak są to profesjonalni mówcy na tych eventach, ale jakość to nie samo wystąpienie, to całość z przygotowaniem włącznie, oprawą i ludźmi.

Drugą firmą jest Vantis Holding i ich konferencje, zwłaszcza organizowane przez Hotel Jachranka, tam nawet nie było się do czego przyczepić. To jest przykład tego jak ważne jest miejsce. Natomiast były konferencje w miejscach, gdzie nie wszystko grało idealnie, ale dlatego tam się one już nie odbywają. Natomiast standard konferencji Vantis Holding, można przenieść na szkolenie lub spotkanie, czy jakikolwiek event.

Ostatnio Olek Sienkiewicz (prelegent) opowiadał o hotelu w którym miał pokój, który przygotowali organizatorzy dla niego. W pokoju obok wody stała Coca Cola, w pokoju był 60 calowy telewizor, a w łazience obok mydła była gumowa kaczuszka w prezencie dla gościa. Tak małe i proste. Coca Cola 3 zł. Kaczka 3zł. A opowiada o tym od kilku lat.

Życzę wam kreatywnych pomysłów i wspaniałych konferencji, szkoleń, spotkań, warsztatów i eventów. Niech jakość stanie się standardem.



Pokora, Pycha, Zapalczywe Pragnienie



Mój kolega u szczytu swojej kariery i w passie jakiej nie miał od dłuższego czasu, nabawił się kontuzji, która może zaważyć o jego być, albo nie być. W maju 2016 osiągnęliśmy z moją żoną sukces zawodowy i finansowy w naszej firmie, a czerwiec to był, krótko mówiąc dramat.

Co powoduje, że gdy jesteśmy u szczytu, nagle wydarza się coś, co nas „uziemia”, dostajemy jakiś cios, który „zwala nas z nóg”. Są też sytuacje, w których jest po prostu ok i nagle dopada nas jakieś „nieszczęście”, a to tracimy pracę, zrywa z nami partner lub zapadamy na poważną chorobę.

Są też ludzie, którzy wydaje nam się, że nie mają tego typu dylematów, „szczęście” to ich drugie imię. Czego się nie dotkną, zamieniają w „złoto”. Mają świetne relacje z ludźmi. Mają końskie zdrowie i nim emanują. Marzysz, aby takie osoby były twoim przyjacielem, oraz aby w momentach twojego kryzysu stali obok ciebie jak Anioł Stróż.

Jak to się dzieje, że kiedy „upadasz” nie widzisz swojego ratownika, nagle się ulotnił i nie pomaga, ty toniesz, jesteś na strzeżonej plaży, a on nie nadchodzi? Krzyczysz; RATUNKU! A on jak by był głuchy… Jak sprawić, aby twój wybawiciel był zawsze przy tobie? Dobre pytanie co?

Pokora, Pycha, Zapalczywe Pragnienie, to bardzo generalizując twoi „Przyjaciele” w nieszczęściu.

O co tu chodzi? Ale zanim to, opiszę wam moją krótką historię moich dramatów, tragedii i tragik komedii. Dlaczego? Mało, że dostrzeżecie w nich samych siebie, to może sami odnajdziecie pewien wzorzec, wasz indywidualny, jak również ten, który jest ogólną zasadą.

6-ta klasa podstawówki, odkryłem świat Fantazy, pismo „Magia i Miecz” i grę „Kryształy Czasu”. Świat gier RPG(Role Playing Games) wciągnął mnie bez reszty. Napisałem swoją pierwszą przygodę dla 5 graczy, była fenomenalna! :-), ale mój kolega, zawodowy mistrz gry, skrytykował ją bez reszty i porzuciłem swoje marzenie.

4-ta Klasa podstawówki – 2 klasa liceum. 8 lat grania w UKOCHANĄ koszykówkę i KOLEJNA kontuzja, a zarazem w szkole sportowej mam średnią 2,8 i najprawdopodobniej nie zdam do kolejnej klasy, co równa się wydaleniem ze szkoły. Dostaje warunek, zaliczają mi mój „felerny” Polski, a w zamian za to sam zrezygnuję ze szkoły sportowej i odejdę. 17-latek przyjmuje ofertę.

21 lat, robię karierę w BOR (Biuro Ochrony Rządu), mam wszystko zaplanowane i ustawione, za pół roku Akademia Policyjna w Szczytnie, która na mnie czeka i nagle po półtora roku najwspanialszego związku w moim życiu, rozstajemy się, ona mnie rzuca…

22 lata, trzeci egzaminy fizyczny na zawodowego BOR-owca, tydzień przed na imprezie, nieporozumienie, facet mnie popycha, upadam i mam obitą miednicę, nie mogę prawie biegać, nie przechodzę egzaminu, wylatuję z programu zawodowego żołnierza… 6 miesięcy później na egzaminach do Policji jestem 3-ci na 50 osób, a i tak z absurdalnego powodu odrzucają moją kandydaturę.

23 lata, w tym kraju nie da się żyć normalnie, wyjeżdżam do Anglii

25 lat, Anglia, pracuję w firmie 6 miesięcy i dostaję bezterminowy kontrakt, marzenie emigranta :-) Jest rekrutacja na Team Leadera, przechodzę ją śpiewająco, robię błyskotliwą karierę, żaden Polak tego nie dokonał w tej firmie, w 9 miesięcy taki sukces. Trening trwa 3 miesiące i po drugim miesiącu wyrzucają mnie z programu treningowego, mimo że mam najlepsze wyniki w pracy. Powód: Ponieważ nie oddałem kilku zadań z treningu Team Leadera na czas… Jest im przykro, ale takie są zasady, mogę w „nagrodę” wybrać sobie miejsce pracy w firmie (na poziomie moich kompetencji).

28 lat, z 2 osobami zakładamy firmę, bankrutujemy w niecały rok. 20 000 zł utopione. A szło nam tak dobrze, zarabialiśmy na towarze czasami nawet 100% marży, a były to produkty o wartości 4 cyfrowej.

29 lat zakochuję się i przeprowadzam do Polski, zawodowo super, rozstajemy się po 1 roku, (to drugi tak długi związek w moim życiu). Wyprowadzam się z Gdańska do Warszawy. Po 6 miesiącach niepicia alkoholu i niepaleniu papierosów wracam do nałogu, AA ląduje w śmietniku…

31 lat, od 3 lat zawodowo jestem kelnerem, barmanem, baristą, nie pracuje dłużej niż 3 miesiące w danej restauracji /firmie w Anglii i Polsce, co już zaczynam awansować na szefa kelnerów, managera, wydarza się „coś” i albo sam odchodzę, albo mnie zwalniają…

Dzisiaj, 35 lat, od 4 lat w związku, ponad 2 lata prowadzę firmę, i prawie codziennie mierzę się z „porażkami” i o milimetr „udaje” mi się ominąć dziury, jakie przynosi mi los.

Dostrzegasz pewną prawidłowość? Pewną zasadę?

Pierwsza jest bardzo prosta: Keep going. Po prostu idź dalej. Nie poddawaj się, a dla NLP-owców :-) szukaj i, szukaj i jeszcze raz szukaj dalej.

Druga zasada: Zmieniaj, zmieniaj i jeszcze raz zmieniaj :-) Oczywistość? Po każdej porażce zmieniałem pracę, dyscyplinę sportu, kobietę. Ta strategia ma pewne ograniczenia, ponieważ główną i przeważającą są zmiany na zewnątrz (pracy, kobiety, zawodu). Od 4 lat jedyne co zmieniam to siebie. Praca ta sama, żona ta sama. Zmieniając siebie, wszystko wokół mnie ewoluuje. W pracy zmieniają się koncepcje, w związku zmienia się wszystko (sex, cele, sposób komunikacji, miejsce zamieszkania itd.) Sportowo też się zmienia, crossfit, bieganie, taniec spontaniczny, oporządzanie działki, to ostatnie, mówię wam, to jest dopiero trening! W sporcie mieszam zmiany wewnętrzne i zewnętrzne, bo tutaj jeszcze nie znalazłem. Tutaj jest jeszcze w przeważającym działaniu zasada nr.1.

Wstępne podsumowanie, taki mały festiwal próżności :- ) :

W sporcie nie mam kontuzji od 4 lat, a gdy trenowałem koszykówkę, skręcenia, złamania, pauzy, były kilka razy w roku.

Temat związków: kilka związków na 5 lat, teraz 1 związek od 4 lat.

Kiedyś zmiana pracy i degradacja pozycji w firmie, dziś od 2 lat prężnie rozwijająca się jedna firma.

Moja historia jest moja, wasza jest inna, możliwe, że u was było odwrotnie, bardzo szybko znaleźliście coś, co było tą waszą pracą, partnerem, dziedziną sportu, a teraz borykacie się z brakiem, tego „czegoś” w życiu i nie możecie znaleźć. Może to „kółko” przeszliście kilka razy, od szukania, do odkrycia, straty, szukania itd. Jakakolwiek jest wasza historia, zasady są takie same, jest to efekt moich poszukiwań i wniosków.

Pokora, Pycha, Zapalczywe Pragnienie. Najpierw pokora. Można pokornie leżeć krzyżem w kościele, można pokornie znosić przeciwności losu, można pokornie tkwić w „jednym” miejscu, chociaż jest nam źle i niewygodnie, czy to w pracy, związku, ciele (kondycja fizyczna, nadwaga, choroba). Zazwyczaj ból, nuda, irytacja jest nie do zniesienia i wtedy decydujemy się na „zmianę”. A wtedy jest jeszcze więcej „bólu” i albo wracamy POKORNIE do stanu poprzedniego, albo wytrwamy w tej fazie i dojdziemy do upragnionego szczęścia, jest nasz sukces, to niewyobrażalne szczęście! Dokonaliśmy „niemożliwego”, jesteśmy panami świata i okolic ;-) i tu zagląda Pycha. Mówimy; Mnie się udało, ty też dasz radę. To jest proste! Zapomnieliśmy już jaki dramat, tragedię pokonaliśmy, jakie to było CIĘŻKIE, ponieważ nagroda była taka WSPANIAŁA i bardzo szybko nagroda i sukces stała się codziennością, to co kiedyś uznawaliśmy za „niemożliwe” dziś jest normą, widzisz ten absurd? Najpierw wiązała nas w okowach pokora, a teraz zapomnieliśmy o niej i zapomnieliśmy o tym, jak było źle i nie jesteśmy wdzięczni, a to prowadzi nas do Zapalczywego Pragnienia. Ciągle chce więcej i więcej, tak pragnę kolejnego sukcesu i nagrody, już wiem, że będzie ciężko, ale ciężko staje się celem i jak nie jest ciężko, to znaczy, że nie będzie nagrody i sukcesu, a one są takie ZAJEBISTE!!! To jest zapalczywe pragnienie, stajemy się uzależnieni od sukcesu, szczęścia, zmiany i ciężkiej pracy.

Każdy z tych etapów, jak i przejścia między Pokorą, Pychą i Zapalczywym Pragnieniem stają się dla nas niezauważalne i zlewają się w tak zwane życie. Wtedy wchodzimy na meta poziom. Zaczynamy stosować zasadę 1 i 2 w kombinacjach i z prędkością, która dla „przeciętnej osoby” jest absurdalna. Stajemy się wyrzutkami, może prowadzić to do samotności, jakiej nigdy nie doznaliśmy, przykładów jest mnóstwo, osoby, które weszły na szczyt i sobie z tym nie poradziły, Whitney Huston, Robin Williams, Andre Agassi, i chyba każda gwiazda Polskiego futbolu… Mniej dramatyczne jak Michael Jordan (król koszykówki), Lech Wałęsa. Po wielkim sukcesie, po prostu "zniknęli", przestali być wybitni, a ich kolejne wyborypokazują, że nie radzą sobie tak dobrze i ich autorytet spada... Tak jak Muhammad Ali, żył szybko i zdobył szczyty sportowe, a skończył z paraliżem. Twierdzi, że gdyby wiedział, że tak będzie, to też by poszedł tą drogą. Ja mu nie wierzę.

Rozwiązanie:

Zachować harmonię między Pokorą, Pychą i Zapalczywym Pragnieniem. Świadomie obserwować, która w danym momencie dominuje i w którym obszarze. Ludziom się wydaje, że jak jest dobrze to we wszystkim, a jak źle to też we wszystkim, uwielbiamy generalizować, tak jak w jednej z moich historii, straciłem dziewczynę, potem pracę i zdrowie. Natomiast powód był jeden strata dziewczyny, reszta to były pochodne, ponieważ ta praca była „dla niej” , częścią pracy było zdrowie. Kiedy się do czegoś, przyzwyczajamy, trudno nam zauważyć, co jest głównym powodem naszych „nieszczęść”.

Jak to jest u ciebie? Dlaczego pracujesz tam gdzie pracujesz? Czy to miała być praca na „przeczekanie” i minęło 5 lat… Co z tego, że kochasz podróże, kiedy praca jako listonosz jest bezpieczna i pozwala wykarmić rodzinę i będzie do końca życia, namiastka podróżowania jest… Może ten związek, to miało być lekarstwo na złamane serce, ale ponieważ jest ok., to już minęły wam 3 lata i rodzina się pyta; Kiedy ślub? A ty wymijająco odpowiadasz, że miłość nie potrzebuje papierka… Masz 20 kilo nadwagi, ale nic nie zmieniasz, ponieważ partner mówi ci, że lubi takie zaokrąglone, albo partnerka, że tak się jej bardziej podobasz, aniżeli ten Ronaldo wymuskany idol dla homoseksualistów… Lekarz powiedział, że masz chorobę genetyczną i nie można nic z tym zrobić… Ale przecież kochasz te swoje 20+…

A potem jesteś zdziwiony, że straciłeś pracę, partner odszedł, a zdrowie się posypało…

Pokornie, przyjąłeś rzeczywistość „panie Boże, takiego mnie stworzyłeś, takiego mnie miej”. Pysznisz się, że masz idealne rozwiązania i znasz odpowiedź na wszystko, ma być tak jak TY chcesz, a jak nie to „wypad”. Zapalczywie pragniesz więcej i wszyscy i wszystko cię ogranicza, więc ucinasz, kończysz bez zastanowienia wszystkie relacje, związki i projekty. Znasz ludzi, którzy robią to wszystko na raz?

Moim celem było spowodować u ciebie refleksję, taki przystanek stop. Gdzie jestem, kim jestem, czego tak naprawdę pragnę, dokąd zmierzam, jaki jest tego sens, o czym zapomniałem(am)…

W ciągłym pędzie, świecie zmian, które nabierają wręcz niewyobrażalnej prędkości, zapominamy, że wszystko jest poukładane, że jedno wynika z drugiego i prowadzi do kroku trzeciego itd. Niektórzy stwierdzają, że jest los dobry lub zły, inni, że Bóg tak chciał, a wszystko ma swój porządek i nic nie dzieje się bez przyczyny, istnieją duchowe praw i brak ich znajomości nie zmieni tego, że obowiązują każdego z nas.

Psycho(numero)logia


Usłysz to kim jesteś. Jedyną osobą z którą masz pewność, że spędzisz resztę swojego życia jesteś Ty sam. Jak wiele wysiłku włożyłeś w poznanie siebie? Mnie to bardzo interesuje, a ciebie?

W szkole najważniejszym aspektem jest poznawanie świata. Jakie są literki, cyferki, jak się je pisze, która to rzeka, jak się nazywał wynalazca druku itp. Nigdzie nie uczymy się samych siebie. To nie do końca prawda, będąc wrzucanym w te wszystkie doświadczenia poznajemy co nieco siebie, dowiadujemy się na przykład, że lubimy panią od geografii, ale samej geografii już nie i wszystkie inne warianty. Dowiadujemy się jak funkcjonujemy w środowisku szkolnym, podwórkowy, internetowym. Mógłbym to rozpisywać dalej, ale nadal nie będzie tu żadnej wiedzy na temat tego kim jesteśmy, jacy jesteśmy. Tego w szkole możemy zacząć się uczyć jeśli będziemy mieć problem, wtedy jeśli mamy „szczęście” przydzielą nam psychologa, aby dowiedział się co z nami „nie tak”. I ten biedny człowiek zawalony setkami uczniów, będzie musiał się dowiedzieć co się wydarzyło w waszym życiu, że społecznie w szkole się „zepsuliście”, to może mu zająć kilka minut, lub całą waszą edukację i pytanie jaki jest średni czas wydobycia prawdziwej przyczyny obecnego stanu? Rok, dwa?

W naszym dorosłym życiu jest podobnie. Funkcjonujesz i do póki się Nie „zepsujesz” społecznie, wszytko jest ok. Natomiast ponieważ nikt cię nie nauczył tego jak się siebie uczyć, jak siebie odkrywać i jak siebie "naprawiać". Uczono nas, że wszystko co jest najważniejsze to jest „ na zewnątrz” ciebie i najlepiej abyś za dużo o sobie nie myślał, bo ci co za dużo o sobie myślą to lądują w miejscach „odosobnienia”. To jest oczywiście bardzo duże uproszczenie.

Czy czasem zadajesz sobie pytanie: Czy ze mną jest coś nie tak? Czy raczej takie pytania od siebie odpychasz? Załóżmy, że chcesz dotrzeć z Warszawy do Krakowa samochodem i gdybyś miał do wyboru GPS lub papierową mapę to co byś wybrał? A gdybyś miał do wyboru GPS i sam kompas to co byś wybrał? A gdybyś miał do wyboru GPS lub nic? Mądrale zapytają po co jadę do Krakowa, bo gdybym był obieżyświatem, to wybieram wersję: nie biorę nic. A jak jadę z nerką do transplantacji, to GPS.

Jaki jest twój cel i pomysł na życie? Wiesz to, zastanawiałeś się? Może wybrali go za ciebie inni? Idź synu na medycynę, tam są dobre pieniądze, prestiż i będziesz pomagać ludziom. Poszedł i to on dokonał wyboru, czy rodzice? Masz zapal papierosa, wszyscy w klasie palą, a jak nie to my ich nie lubimy, zapalisz? Kto podjął decyzje ty, czy środowisko? Masz 45 lat od 20 pracujesz w korporacji i pracujesz w pracy którą tolerujesz przez 8 miesięcy w roku, aby zapłacić za swoje pasje i pragnienia i spędzić w nich jak masz szczęście miesiąc. To ty wybrałeś, czy kraj w którym żyjesz wybrał to za ciebie?

A gdybyś miał mapę samego siebie i wiedział byś jaki byłby prawdopodobny scenariusz twoich wyborów, co spowodowało i co jest w tobie co doprowadziło cię do tego miejsca w którym jesteś. Gdyby istniało narzędzie, które pozwoli ci wybrać indywidualną mapę twojego życia i da ci 90% większe szanse na realizację tego, skorzystał byś? A gdybyś wiedział, gdzie są twoje słabe ogniwa i za które trzeba się zabrać i w jakiej kolejności, aby nie powtarzać w kółko tych samych błędów. Cytując Alberta Einstein'a: „Szaleństwem jest postępować ciągle tak samo i spodziewać innych rezultatów”. Moim zdaniem klucz do tego, aby zmienić nasze wzorce postępowań jest znalezienie i zdefiniowanie tych wzorców. Psychonumerologia, którą się zajmujemy jest narzędziem do diagnozowania i wprowadzania korzystnych wzorców, które prowadzą do większej życiowej elastyczności.

Znając siebie i nasze uwarunkowania, nasze silne i słabe strony, czyli tak naprawdę potwierdzając to co już wiemy o sobie oraz znając korzenie problemów i korzenie niekorzystnych wzorców naszych postępowań mamy możliwość łatwiej je zmienić. Jedna sesja, na której jest omawiana sama esencja i nie ma traconego czasu na „babranie się” w problemach. Dokładna mapa człowieka i jego możliwości, która obejmuje wszystkie obszary życia.

Zajmuje się rozwojem osobistym od ponad dekady i nie znalazłem bardziej dokładnego narzędzia, zajmującego tak mało czasu i dającego możliwość zmienić bardzo duży zakres naszych wewnętrznych blokad, negatywnych przekonań, niespójnych z nami wzorców postępowania. Jedno proste ćwiczenie, które daje realny efekt w 1 rok czasu. To nie jest magiczna różdżka. Profesjonalne narzędzie, które ma swoją wyjątkową moc i  jest to proces przez nas monitorowany tak, abyś dostał to co on ze sobą niesie. A co to jest? Odzyskanie władzy nad sobą i zarządzanie swoim GPS-em oraz znajdywanie najszybszej i najkorzystniejszej drogi do celu, lub wszelkich interesujących nas alternatywnych rozwiązań.